STO · ADHD

A glowing orange silhouette of a seated figure rests inside a dark window frame

Samotność to umiejętność, na którą trzeba zrobić miejsce

Samotność wybraną i samotność jako brak traktuje się jak to samo, a są niemal przeciwstawne. Ta druga, osamotnienie, to ból odcięcia, którego nikt nie chciał. Samotność wybiera się samemu: to w niej powstają myśli naprawdę własne i to w niej człowiek wraca do równowagi, a zanim taka myśl w ogóle przyjdzie, musisz mieć gdzie posiedzieć sam. Dla foundera-rodzica takie miejsce samo się nie zwolni. Trzeba je sobie zrobić, świadomie, bo całe życie jest urządzone tak, żeby do tego nie dopuścić.

Co samotność robi z myśleniem i z poczuciem „ja”

Anthony Storr w książce Solitude (1988) dowodził, że zdolność do bycia samemu jest oznaką dojrzałości emocjonalnej i jednym z najgłębszych źródeł twórczości. Mnóstwo oryginalnej pracy wykonują ludzie, którzy potrafią i lubią zostawać długo sami ze swoim myśleniem. Storr nie namawia do wycofania z życia, tylko do tego, żeby na jakiś czas odciąć dopływ cudzych myśli. W takim stanie porządkujesz to, co już masz w głowie, i coś z tego powstaje. Przez resztę dnia głównie odpowiadasz na cudze ruchy.

To, co się dziś psuje, Cal Newport nazwał w Cyfrowym minimalizmie (2019) deprywacją samotności: prawie nigdy nie zostajesz sam ze swoimi myślami, bo w każdą wolną sekundę telefon wpuszcza ci do głowy cudze. Płacisz za to czymś więcej niż spokojem: własną myślą, bo nieprzerwany czas, w którym możesz coś przemyśleć do końca, niepostrzeżenie zniknął z dnia. Winnicott już w 1958 roku, w szkicu The Capacity to be Alone, umieścił zdolność do bycia samemu u podstaw stabilnego „ja”. Ten sam wniosek wraca u wszystkich trzech: samotność nie jest luksusem doczepionym do zdrowego umysłu, tylko częścią tego, co utrzymuje go w zdrowiu.

Skąd wziąć godzinę, której w dniu nie ma

W dniu foundera z małym dzieckiem nie ma ani jednej wolnej chwili bez przydziału. Każdą zabiera firma albo rodzina, a ostatnie wolne sekundy przejmuje telefon, który na żądanie podaje cudze myśli. Czekanie nic nie da: ten dzień jest tak poskładany, żeby cichej godziny w nim nie było. Musisz ją zbudować. Nic w tym romantycznego.

Konkret to stały codzienny blok, ustawiony w porze, w której ryzyko przerwania jest najmniejsze, czyli u większości rodziców wcześnie rano, zanim dom się obudzi, a nie wieczorem, kiedy głowa jeszcze nie wyhamowała po całym dniu. Telefon leży wtedy w innym pokoju, nie ekranem w dół na biurku, bo sama świadomość, że możesz zerknąć, wystarczy, żeby uwaga nie była już w całości tutaj. W bloku mieści się jedna rzecz: albo jedno zadanie robione bez przełączania, albo spacer bez podcastu i bez audiobooka — chodzi o nieprzerwany czas bez żadnego dopływu z zewnątrz, w którym własna myśl zdąży się skończyć. Bronisz go jak spotkania, bo to jest spotkanie, tylko z samym sobą, więc nie odwołujesz go, tak samo jak nie odwołujesz spotkania z kimś, kogo szanujesz.

Argumenty o suwerenności poznawczej i deep work wskazują na tę samą infrastrukturę, tylko oglądaną z innej strony. Osąd i wyczucie, na których stoją tamte eseje, biorą się z takich godzin. To umiejętność rozpoznania, co jest dobre, zanim ktokolwiek to policzy. Nie kupisz jej ani nie wyczytasz.

Zdolność do bycia samemu jest jedną z najcenniejszych, jakie ma człowiek.Anthony Storr, Solitude (1988), tłumaczenie własne

Ta godzina daje materiał na strategię i na decyzję o tym, co naprawdę się liczy, a na tym stoi reszta tego bloga — odpoczynek bywa przy okazji. Wyjazd raz w roku tego nie załatwi: samotność jest małym kawałkiem dnia, o który upominasz się codziennie, mimo setki rozsądnie brzmiących powodów, żeby go dziś odpuścić. Bez tej godziny co rano składasz z powrotem cudze wnioski, bo własne nie mają gdzie powstać.

Ta sama godzina potrafi zaszkodzić

Samotność łatwo przereklamować, a to ma realne koszty. Wraca tu ostrzeżenie Houellebecqa. Doprowadzona do końca samotność przestaje być stanem wybranym i robi się izolacją: człowiek siedzi w oblężonej twierdzy, do której i tak nikt już nie puka. Liczy się przechodzenie tam i z powrotem, raz sam, raz z ludźmi. Kto zostaje po jednej stronie na stałe, kończy w osamotnieniu, bo to więź z ludźmi sprawia, że samotność odbudowuje, a bez niej ta sama samotność zaczyna wyniszczać.

Samotność można też wydrążyć od środka: wystarczy potraktować ją wyłącznie jako nakład, z którego ma wyjść większa produkcja. To znany chwyt Doliny Krzemowej. Bierzesz rzecz, która ma wartość sama w sobie, i wyceniasz ją według tego, ile z niej wychodzi. U Storra stawką jest „ja”, a nie wynik pracy. Samotność, która ma tylko obsługiwać pracę, kończy się w dniu, w którym kończy się praca, i wtedy nie umiesz już usiąść sam ze sobą bez zadania do wykonania.

Nie każdemu samotność służy tak samo: założenie, że czas spędzony samemu uspokaja, sprawdza się u jednych, a u drugich nie. Przy niektórych profilach ADHD pusta godzina bez planu potrafi się zamienić w ruminacje, czyli w krążenie po tych samych myślach bez wyjścia. Podobnie bywa u wyraźnych ekstrawertyków: wymuszona samotność ich rozstraja, zamiast odbudowywać. Właściwa dawka to ta, po której realnie ci lepiej, i musisz ją sobie wymierzyć sam.

Tylko drzwi zostaw otwarte w obie strony. Samotność bez powrotu do ludzi zamienia się w osamotnienie, a dni bez ani jednej godziny dla siebie przestają dawać cokolwiek własnego. Jedno bez drugiego się psuje. Ustal, o której jutro ta godzina wypada i co musi jej ustąpić miejsca.

Bibliografia

  1. primaryAnthony Storr, Solitude: A Return to the Self (1988).
  2. primaryD. W. Winnicott, „The Capacity to be Alone”, Int. Journal of Psychoanalysis (1958).
  3. primaryCal Newport, Cyfrowy minimalizm (2019) — deprywacja samotności.
  4. secondaryHannah Arendt, Życie umysłu (1978) — samotność wybrana a samotność jako brak.
  5. secondarySusan Cain, Ciszej, proszę (Quiet) (2012) — temperament i potrzeba regenerującego czasu w samotności.